Szczelina

Szczelina

W tej chmurce zobaczyłam tak wiele wątków, że nie mogłam się zdecydować, który wybrać. Ciekawe, jakie skojarzenia podsunie wyobraźnia Tobie.

U mnie wygrała szczelina.

Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to pytanie, kiedy pojawia się szczelina. Wiadomo, gdy dom
czy  blok osiada. Czekamy rok , dwa, by pojawiły się te rysy, by się rozgościły w salonie, w sypialni, w przedpokoju. I zabieramy się do ich łatania.
Tak, by nie było po nich śladu.
Szczelina zaburza obraz równej, gładkiej ściany. Gdy na nią patrzysz, możesz pomyśleć, że właściciel nie dba o wnętrze albo, że nie ma pieniędzy na naprawę. Albo jedno i drugie.

Gdy już się uporasz ze szczeliną, patrzysz na ścianę z satysfakcją i uśmiechem. Wreszcie wygląda jak należy. Chciałoby się powiedzieć – jak człowiek.

Za rok lub za kilka lat, w tym samym miejscu, cieniutkie pęknięcie zwiastuje nadejście powtórki
z rozrywki. Jednak tylko wtedy, gdy szczelina została naprawiona płytko, w pośpiechu, przez niedoświadczonego fachowca, żeby na święta ściana ładnie się prezentowała przed rodziną i gośćmi.

Jak to jest ze szczelinami w moim życiu ?
Co przez nie wpuszczam do najbardziej chronionych zakamarków duszy? Jak głęboko sięgają ?
Czy przez szczelinę wraca do mnie przeszłość, czy otwiera się obawa o przyszłość?

Może…może żyję naprawdę tylko w szczelinie, a reszta ściany, to z jednej strony moje wspomnienia,
a z drugiej marzenia i plany?

A może jestem tak bardzo uszczelniona/y, że żadna rysa nie ma najmniejszej szansy na zepsucie idealnej powierzchni mojej ściany?

J Z-M